Facebook Instagram

Kryzys na Bliskim Wschodzie i rekordowe różnice cen paliw ON i PB95

Od kilku tygodni kierowcy w Polsce z niepokojem obserwują tablice na stacjach benzynowych. To, co jeszcze niedawno wydawało się czarnym scenariuszem, stało się rzeczywistością – ceny paliw nie tylko gwałtownie wzrosły, ale przede wszystkim doszło do niespotykanej od lat dysproporcji między ceną oleju napędowego a benzyny. Według danych z 24 marca 2026 roku, za litr benzyny Pb95 kierowcy płacą średnio około 7,20 zł, podczas gdy olej napędowy kosztuje już około 8,40 zł, a na niektórych stacjach nawet 8,60–8,80 zł. Różnica sięga więc ponad 1,20 zł na litrze i wciąż rośnie. Skąd tak ogromna przepaść i czego możemy spodziewać się w najbliższych tygodniach?

Fala uderzeniowa z Bliskiego Wschodu

Bezpośrednią przyczyną obecnej sytuacji jest eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie. Pod koniec lutego 2026 roku, po wspólnych atakach USA i Izraela na Iran, ceny ropy naftowej wystrzeliły z poziomu około 68 dolarów do ponad 82 dolarów za baryłkę w ciągu zaledwie kilku dni. Dla porównania – jeszcze na początku stycznia 2026 roku ropa Brent kosztowała około 65–67 dolarów za baryłkę.

Kluczowym punktem zapalnym stała się Cieśnina Ormuz – wąski przesmyk o szerokości zaledwie 50 kilometrów w najwęższym miejscu, przez który przepływa około 20% światowej produkcji ropy naftowej. Konflikt z Iranem, który kontroluje ten strategiczny szlak oraz może go zablokować przy pomocy kutrów rakietowych i min morskich, wywołał uzasadnione obawy o zakłócenia w dostawach. Efektem jest tzw. "premia wojenna" w cenie surowca – inwestorzy wyceniają ryzyko podaży, a nie rzeczywiste niedobory, co winduje cenę w górę niezależnie od faktycznej dostępności ropy na rynkach.

Sytuację dodatkowo komplikuje polityka krajów eksportujących. OPEC+, który w grudniu 2025 roku zgodził się na niewielkie wzrosty wydobycia, w styczniu 2026 roku utrzymał wstrzymanie zwiększania produkcji na marzec. Co więcej, mimo że w marcu 2026 roku ogłoszono plan wzrostu wydobycia o 206 tysięcy baryłek dziennie od kwietnia, wobec skali kryzysu w Cieśninie Ormuz decyzja ta okazała się "niemal bez znaczenia". Analitycy rynkowi są zgodni – dopóki nie zostanie osiągnięte porozumienie geopolityczne w regionie Zatoki Perskiej, ceny surowca pozostaną podwyższone.

Dlaczego diesel drożeje szybciej niż benzyna? Trzy kluczowe przyczyny

To pytanie zadaje sobie dziś wielu kierowców, szczególnie posiadacze samochodów z silnikami wysokoprężnymi. W Polsce olej napędowy podrożał w ostatnich tygodniach o ponad 12,5%, podczas gdy benzyna "tylko" o około 8%. Skala dysproporcji jest widoczna gołym okiem na każdym wyświetlaczu stacji paliw – podczas gdy Pb95 przekroczyła 7 zł, ON śmiało zmierza w kierunku 9 zł. Przyczyny tej dysproporcji są złożone i można je podzielić na trzy główne grupy.

Polska jest uzależniona od importu oleju napędowego

Olej napędowy jest w Polsce w znacznie większym stopniu uzależniony od importu niż benzyna. Według danych Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN), krajowe rafinerie są w stanie pokryć jedynie około 60–62% krajowego zapotrzebowania na olej napędowy. Oznacza to, że blisko 40% diesla musi zostać sprowadzone z zagranicy – głównie z Niemiec, Litwy, a także drogą morską z rafinerii w rejonie Zatoki Perskiej i Stanów Zjednoczonych. W przypadku benzyny silnikowej import stanowi zaledwie około 20% rynku.

W sytuacji kryzysu geopolitycznego to właśnie diesel, jako produkt bardziej podatny na wahania w handlu międzynarodowym, odczuwa skutki szybciej i mocniej. Każde zakłócenie na szlakach morskich, wzrost cen frachtu czy opóźnienia w dostawach natychmiast przekładają się na cenę końcową dla kierowcy.

Problemy na poziomie rafineryjnym i marże paliwowe

Z danych rynkowych wynika, że w pierwszej dekadzie marca 2026 roku ceny światowe oleju napędowego wzrosły o ponad 23% w przeliczeniu na baryłkę, podczas gdy benzyny RON95 – o około 14%. Oznacza to, że surowiec do produkcji diesla drożał na rynkach światowych prawie dwukrotnie szybciej niż ten do produkcji benzyny.

Do tego dochodzi kwestia marż rafineryjnych, czyli różnicy między ceną ropy naftowej a ceną gotowych produktów. Po ataku na rafinerię w Kuwejcie pod koniec lutego oraz w wyniku przestojów konserwacyjnych w europejskich rafineriach, marża na olej napędowy wzrosła w ciągu trzech tygodni z 14 do 27 dolarów za baryłkę. Dla porównania – marża na benzynę utrzymywała się w tym samym okresie na stosunkowo stabilnym poziomie 12–15 dolarów za baryłkę. To dodatkowo pogłębiło różnicę cenową na stacjach.

Kwestie podatkowe i akcyzowe w Polsce i Europie

Na różnice cen nakładają się także decyzje podatkowe. Od początku 2026 roku Polska utrzymuje zróżnicowaną stawkę akcyzy na paliwa, która od lat faworyzuje olej napędowy – ale wysoka inflacja i wzrost cen surowców sprawiają, że efekt tego faworyzowania jest dziś praktycznie niezauważalny. Warto przypomnieć, że jeszcze kilka lat temu to diesel był tańszy od benzyny. Dziś sytuacja uległa odwróceniu.

Podobne zjawiska widać w innych krajach Unii Europejskiej. Niemcy, Włochy, Holandia, Łotwa i Rumunia również zwiększyły w ostatnich miesiącach obciążenia podatkowe na paliwa, co w połączeniu z kryzysem geopolitycznym dało efekt kumulacji. W niektórych krajach, jak Włochy, celowe zrównanie akcyzy na oba paliwa doprowadziło do widocznej podwyżki cen diesla przy jednoczesnym obniżeniu cen benzyny.

Niemiecki "fuel tourism" uderza w Polskę

Skutki tych zmian są odczuwane na polskich stacjach nie tylko przez wyższe ceny, ale także przez ogromny wzrost popytu. Niemieccy kierowcy, gdzie cena oleju napędowego przekroczyła równowartość 9,40–9,60 zł za litr (przy kursie około 4,35 zł za euro), masowo przyjeżdżają tankować do Polski, gdzie paliwo jest tańsze nawet o 1,50–2 zł na litrze.

Skala zjawiska jest tak duża, że w miejscowościach przygranicznych dochodzi do lokalnych niedoborów i tworzenia się wielokilometrowych kolejek. W Świnoujściu w miniony weekend kilka stacji paliw całkowicie wyczerpało zapasy benzyny i oleju napędowego. W Żytowaniu koło Zgorzelca kolejki samochodów z niemieckimi tablicami rejestracyjnymi ciągnęły się na długości ponad 600 metrów, a jedna ze stacji musiała tymczasowo wstrzymać sprzedaż z powodu braku paliwa w podziemnych zbiornikach.

Świnoujście jest szczególnie narażone na ten proceder ze względu na bezpośrednie połączenie z niemieckim Usedom kanałem drogowym i promowym. Jak wynika z doniesień niemieckiego portalu MOZ.de, jeden z kierowców z Meklemburgii-Pomorza Przedniego skomentował sytuację w rozmowie z dziennikarzem: "Diesel jest u nas tak drogi, że to szaleństwo. Nawet z biletem promowym opłaca mi się przejechać do Polski i zatankować pełny bak oraz dwa kanistry".

Burmistrz Świnoujścia Joanna Agatowska wystosowała apel do zarządców stacji paliw o monitorowanie sprzedaży oraz do rządu o rozważenie wprowadzenia limitów ilości paliwa sprzedawanego kierowcom z zagranicy. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, jedna osoba może przewieźć przez granicę tylko jeden kanister paliwa o pojemności maksymalnie 20 litrów, jednak przepis ten jest trudny do egzekwowania w praktyce przy tak dużym natężeniu ruchu granicznego.

Co dalej z cenami? Scenariusze na najbliższe tygodnie

Analitycy rynku paliwowego są podzieleni co do dalszego rozwoju sytuacji. Z jednej strony, zakłócenia w Cieśninie Ormuz są realne – Amerykańska Administracja Informacji Energetycznej (EIA) szacuje, że główni producenci z OPEC+, tacy jak Arabia Saudyjska czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, zostali zmuszeni do ograniczenia wydobycia o 6,2–6,9 mln baryłek dziennie z powodu braku możliwości bezpiecznego eksportu przez Zatokę Perską. Prezes Saudi Aramco ostrzegł przed "katastrofalnymi konsekwencjami" dla światowych rynków ropy, jeśli zakłócenia będą się utrzymywać przez kolejne tygodnie.

Z drugiej strony, pojawiają się sygnały uspokajające. Arabia Saudyjska zaczęła przekierowywać transporty ropy rurociągiem East-West do portu Yanbu nad Morzem Czerwonym, co może częściowo odciążyć zablokowany szlak. Ponadto, po interwencjach dyplomatycznych Stanów Zjednoczonych i Chin, w połowie marca nastąpiło nieznaczne rozładowanie napięcia, co spowodowało chwilowe ochłodzenie nastrojów na rynku.

Jednak niezależnie od geopolityki, kluczowym czynnikiem dla polskich kierowców będą dwie kwestie:

  • Wysokość marż rafineryjnych – jeśli utrzymają się one na podwyższonym poziomie, ceny diesla nie spadną nawet przy stabilizacji cen ropy.

  • Kurs złotego do dolara amerykańskiego – ropa naftowa i paliwa gotowe są rozliczane w dolarach. Osłabienie złotego, które w ostatnich tygodniach przekroczyło poziom 4,00–4,05 zł za dolara, dodatkowo podbija ceny na stacjach.

Niektórzy analitycy ostrzegają przed czarnym scenariuszem – jeśli zakłócenia w dostawach przez Cieśninę Ormuz będą się utrzymywać lub dojdzie do jej całkowitej blokady, ceny ropy mogą sięgnąć nawet 150 dolarów za baryłkę. W takiej sytuacji cena oleju napędowego w Polsce mogłaby przekroczyć 10 zł za litr, a benzyna zbliżyłaby się do 9 zł.

Tabela: Porównanie cen paliw w Polsce i wybranych krajach (24 marca 2026)

Kraj / Region

Benzyna Pb95 (zł/l)

Olej napędowy (zł/l)

Różnica (zł/l)

Polska (średnia)

7,18–7,22

8,38–8,42

ok. 1,20

Niemcy

ok. 8,25

ok. 9,45

ok. 1,20

Czechy

ok. 7,65

ok. 8,25

ok. 0,60

Litwa

ok. 7,20

ok. 7,85

ok. 0,65

Średnia UE

ok. 7,30

ok. 7,90

ok. 0,60

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych e-petrol, EIA oraz Komisji Europejskiej.

Podsumowanie

Sytuacja na polskim rynku paliw pokazuje, jak bardzo lokalne ceny są uzależnione od wydarzeń geopolitycznych na drugim końcu świata oraz od struktury importu poszczególnych paliw. Konflikt w Zatoce Perskiej, decyzje OPEC+, ataki na infrastrukturę rafineryjną w Kuwejcie, a także krajowa polityka akcyzowa i rekordowo wysokie marże rafineryjne – to wszystko składa się na obraz, który codziennie widzimy na tablicach cenowych przy stacjach.

Dla polskich kierowców, szczególnie posiadaczy samochodów z silnikami Diesla, najbliższe tygodnie nie przyniosą ulgi. Analitycy spodziewają się, że różnica między ceną ON a Pb95 utrzyma się na poziomie 1,20–1,50 zł przynajmniej do połowy kwietnia, a jeśli sytuacja w Cieśninie Ormuz nie ulegnie szybkiej deeskalacji, możemy być świadkami dalszych wzrostów. Czy to już szczyt? Odpowiedź na to pytanie leży przede wszystkim w tym, co wydarzy się w najbliższych dniach na Bliskim Wschodzie oraz w decyzjach największych światowych graczy naftowych.